Przed Wami inauguracja serii wywiadów jakie planujemy tutaj przeprowadzić. Od samego początku los był dla mnie łaskawy i nie musiałem szukać zbyt długo pierwszego Marketera do odpytki. Pierwszą gościnię znalazłem pod własnym dachem. Poznajcie Wiolę Chmielewską, Brand Managerkę z wieloletnim doświadczeniem, nie tylko w FMCG, a także współautorkę Marketingowych Geniuszy. I co także istotne, żeby nie było niedomówień, moją żonę i matkę naszych dzieci.
Co dla Ciebie oznacza marketing i jaka jest jego rola w firmie?
Marketing według mnie ma zadanie czysto biznesowe – ma zwiększać sprzedaż firmy, zwłaszcza tę długoterminową. To marketing sprawia, że konsumenci znają naszą markę, mają z nią jakieś skojarzenia (oby jak najlepsze), wśród szerokiej oferty którą mamy w sklepach wybierają produkty właśnie naszej marki i wracają do niej przy kolejnych zakupach. Dlatego też rola marketingu w firmie jest kluczowa. Oprócz samej komunikacji, budowania świadomości marki w głowach potencjalnych konsumentów, to w marketingu powstają pomysły na nowe marki i nowe produkty, które uzupełniają portfolio firmy, zaspokajają zmieniające się potrzeby konsumentów, odpowiadają na trendy rynkowe. Marketing tworzy plany, które determinują funkcjonowanie całej organizacji – wprowadzenie na rynek nowych produktów, zmiany oferty, aktywacje konsumenckie, kampanie wizerunkowe i wiele innych działań, a wszystko to na podstawie wielu analiz i badań. To praca bardzo wszechstronna, wymagająca, zmienna, czasem stresująca, ale przy tym bardzo ciekawa i na pewno nie nudna.
Kiedy zorientowałaś się, że to może być ścieżka dla Ciebie?
Co najbardziej lubisz w swojej pracy?
Przede wszystkim lubię to, że nie jest nudna – każdy dzień jest inny, przynosi nowe wyzwania. Lubię to, że jest to praca wszechstronna – z jednej strony bardzo analityczna, trzeba orientować się w różnych raportach, umieć analizować dane i wyciągać z nich wnioski, a z drugiej strony kreatywna i bardzo twórcza (choć mniej niż sądzą osoby, które z marketingiem mają mało wspólnego 😉).
Praca w marketingu daje bardzo dużo satysfakcji przez to, że jej wyniki są bardzo widoczne i mierzalne. Produkty których jesteśmy „autorami” widzimy później na półkach sklepowych, kampanie które wymyśliliśmy na podstawie wcześniejszej analizy widzimy w mediach. Widzimy również realne wyniki rynkowe, wpływ na sprzedaż firmy.
A co sprawia, że odpala Ci się agresor albo czego zwyczajnie nie lubisz?
Pokrętne procedury w korporacji, które zamiast ułatwiać, utrudniają życie i zajmują za dużo czasu, np. wszelkie SAPy, faktury, umowy. Irytująca również potrafi być współpraca z Działem Prawnym, który bardzo lubi stopować wiele wspaniałych pomysłów lub tak wpływa na projekty, że tracą swój początkowy urok 😉
Krótki agresor potrafi włączyć się w wielu przypadkach, bo praca w marketingu jest bardzo dynamiczna, terminy zazwyczaj są krótkie, presja jest spora, a wielu problemów nie da się wcześniej przewidzieć. Ale ten agresor zazwyczaj nie jest widoczny „na zewnątrz” – staram się zawsze zachować spokój 😊
Czy jest jakaś marka/firma, która inspiruje Cię marketingowo?
Inspirują mnie marki, które są na rynku wiele lat, a nadal udaje im się utrzymać pozycje liderów i zaskakiwać kolejnymi pomysłami na nowe, kreatywne kampanie, nowe produkty, a także sposoby dotarcia do konsumentów. Marki z kategorii FMCG, bo ta mnie najbardziej interesuje – a wiec np. Coca Cola czy Milka.
Jakich kompetencji nie może zabraknąć u dobrego Brand Managera?
Elastyczności i wszechstronności – połączenia umiejętności twardych (analiza danych, podstawowe umiejętności matematyczne, wyciąganie wniosków) po miękkie typu komunikacja, współpraca, zdolności prezentacyjne.
A co według Ciebie jest najważniejsze w pracy marketera? Jak stać się specjalistą/menedżerem najwyższej klasy, o czym należy pamiętać?
Przede wszystkim nie można stracić z oczu celu wszystkich działań, które prowadzimy i powodu dla którego firma nam płaci. Tym celem, przynajmniej w branży FMCG, jest sprawienie, żeby produkt się dobrze sprzedawał szczególnie w perspektywie długoterminowej. Naszym zadaniem jest takie wpłynięcie na konsumentów, żeby jak najwięcej z nich, podchodząc do sklepowej półki sięgało po nasz produkt. Wszystkie aspekty, w których czasem skupiamy się zbyt mocno jak próby wywoływania miłości do marek, temat brand purpose, tworzenie opakowań wygrywających najwspanialsze konkursy są tylko środkiem do osiągnięcia prawdziwego celu.
Jak się edukujesz marketingowo? Chciałabyś może polecić jakieś pozycje książkowe, kursy, dobre praktyki?
Myślę, że każdy marketingowiec powinien przeczytać Sharpa „How brands grow”, ale przede wszystkim śledzić to, co dzieje się na rynku – nowości produktowe, ciekawe kampanie, aktywacje i działania większych, ale też mniejszych marek.
Co byś poradziła osobie, która chciałaby rozpocząć swoją karierę w marketingu albo się przebranżowić?
Myślę, że „marketing” jest bardzo szerokim pojęciem – zupełnie inaczej wygląda praca w agencji marketingowej, inaczej w korporacji, a jeszcze inaczej w domu mediowym czy badawczym. Ważne więc jest sprecyzować, co dokładnie mnie interesuje – czy lubię pracę kreatywną, burze mózgów, pisanie tekstów, czy raczej analizę danych, przygotowywanie raportów. Jeśli praca w korporacji, to jaka branża mnie interesuje. Często te pierwsze wybory zaraz po studiach, determinują dalszą ścieżkę kariery. Jeśli już wiem, co chcę robić i mniej więcej gdzie – szkolić się, czytać, śledzić co dzieje się na tym rynku, znać trendy i próbować sił w rekrutacjach na praktyki czy staże.
Nie mam złotej rady na to, jak się przebranżowić, ponieważ nigdy nie byłam w takiej sytuacji 😊 myślę, że dobrym pomysłem byłyby studia podyplomowe czy MBA, szukanie interesujących szkoleń z zakresu marketingu, których jest całkiem sporo na rynku.
Jaka najdziwniejsza rzecz przytrafiła Ci się na rozmowie rekrutacyjnej?
Rekrutacją, którą najbardziej pamiętam była ta na program menadżerski do British American Tobacco. W ramach ostatniego etapu rekrutacji był Assessement Centre w centrum konferencyjnym w jakiejś wiosce pod Londynem. BAT opłacał wszystko – lot, taksówki, pobyt, kolację i imprezę integracyjną z karaoke 😉. Miałam możliwość poznać wiele ciekawych osób z całej Europy, a także menadżerów z różnych obszarów biznesu. Było to bardzo ciekawe doświadczenie – niestandardowe, więc dość dziwne (choć pozytywnie) i na pewno kosztowne dla firmy, zwłaszcza że zatrudniona została garstka osób tam obecnych (ja nie😉).
Jeśli chodzi o bardziej typowe „dziwne” rzeczy, to bardzo dziwna była rozmowa rekrutacyjna na stanowisko Asystentki w Dziale Marketingu z prezesem jednej z korporacji (tak, ten prezes chciał poznawać wszystkich potencjalnych pracowników..). Nie pamiętam już dokładnie pytań, ale Pan Prezes przeinaczał każdą moją odpowiedź i ewidentnie chciał wyprowadzić mnie z równowagi.